Tę disc golfową przygodę chcę Wam dzisiaj opisać z punktu widzenia disc golfisty i członka rodziny, której udało się spędzić miło dzień.

Grupa zawodników z Warszawy nawiedziła wczoraj Farmę Krzyczki. W skład ekipy weszli reprezentanci kilku kategorii: MPO, MPS, FPO, MJ4 i FJ4 (Sprawdź artykuł „Klasyfikacja graczy i kategorie PDGA” aby rozszyfrować skróty). Były to pierwsze odwiedziny na powstającym 5 dołkowym polu. Zdjęcia pokażą Wam, czego możecie się spodziewać odwiedzając to miejsce. Wszystkim uczestnikom wycieczki PODOBAŁO SIĘ BARDZO. Nie zrobiliśmy zdjęć podczas brunchu a szkoda – wtedy można było zobaczyć szczęśliwych disc golfistów!

Powodów do szczęścia mieliśmy wiele. Odwiedziliśmy Krzyczki z rodzinami – ich obecność do tej pory nie była możliwa podczas gry, bo odległości jakie musieliśmy pokonywać oraz inne trudy i znoje około turniejowe skutecznie zniechęcały do takich wycieczek. Tym razem w jedną stronę przejechaliśmy nie 850 km jak dwa tygodnie temu podczas wyjazdu na turniej do Czech, nie 300 km jak poprzedniego dnia na turniej do Katowic, lecz 50 km! Nareszcie mogliśmy pograć czując komfort fizyczny i psychiczny – a to podstawa. Restauracja była dla nas miejscem totalnego relaksu, wypoczywaliśmy na słonecznej werandzie korzystając z niedzielnego brunchu (35 zł / w cenie przystawki, zupy, drugie dania, dodatki, desery, woda z cytryną). Nareszcie można było sobie pożartować ze swojego wyniku i powiedzieć „chyba się troszkę objadłem” zamiast odczuwać podczas gry skutki długiej podróży, braku snu i stołowania się na stacjach paliw.

Jak wygląda i do czego służy to pole? Może się wydawać, że 5 dołków to za mało, żeby rozegrać turniej, albo że taki obiekt może się znudzić. Zobaczymy za rok, ale na dzień dzisiejszy wiemy, że Krzyczki odwiedzać będziemy tak często jak się da. Nie tylko po to, żeby pograć ale także, by spędzić dzień z rodziną, mobile casino skorzystać z innych atrakcji, porobić coś fajnego w sympatycznym miejscu z ludźmi, których lubimy. Pole jest z pewnością obiektem idealnym do treningów. Każdy dołek można zagrać na kilka sposobów. Na pierwszy rzut oka wszystko jest proste, ale nie jest. Michał, który utopił wczoraj dysk na drugim dołku może to potwierdzić – błąd przy rzucie forehandem i lądujemy w jeziorze (właściwie w łowisku otoczonym namiotami wędkarzy). Amatorzy nie powinni mieć na tym polu podobnych problemów – jeśli zasięg jakim dysponują nie przekracza 80 metrów, będą lądować bezpiecznie.

Całe pole przechodziliśmy wraz z dwójką małych dzieci, pchając wózek z trzecim. Nie mieliśmy żadnych problemów z przejściem pola, które prowadzi dookoła całego terenu. Mój syn był w siódmym niebie, bo ilość kamieni i piachu absolutnie przekraczała potrzeby 3 latka. Nie mówiąc już o maszynach rolniczych, placu zabaw i wielkim młynie, który ma się przed sobą na czwartym dołku. Na młyn można wejść a także z niego zjechać tyrolką. Wyobraźcie sobie, że odnaleźliśmy nawet „Chatę Paszczaka”, czyli wiatkę dla maluchów ochrzczoną ksywą Michała Paszkowskiego. Uznaliśmy, że będzie to biuro zawodów!

A propos… Jeszcze w kwietniu odbędą się w Krzyczkach zawody Polskiej Ligi Disc Golfa. Jak w zeszłym roku zaproszeni są wszyscy, którzy w disc golfa grają lub chcą zacząć grać. Szczegóły już wkrótce, ale dla smaku dodam, że zwycięzca będzie mógł się na Farmie Krzyczki przespać!

P.S. Kosze zainstalowane na farmie to Innova DisCatcher Pro. Są klasyfikowane i certyfikowane przez PDGA jako kosze turniejowe, mają 28 łańcuchów i są używane na najważniejszych imprezach disc golfowych na świecie. Pole jest zatem najlepiej wyposażonym obiektem w Polsce, wkrótce pojawią się tee pady ze sztuczną trawą i tee signy. Da się ? Da się. Nareszcie mamy disc golfową mekkę na Mazowszu.